Paskudnie się
ten dzień dzisiaj
rozpoczął . Najpierw nocne rozmowy telefoniczne
i katowanie siebie i innych aby potem tylko dojść do wniosku ,że to co
robię , nie ma żadnego sensu . Powtarzam tylko frazesy i próbuje zwrócić na siebie
uwagę , że to niby ja jestem najważniejszy i tylko ja się liczę. Potem
prozaiczne problemy najpierw z samochodem , potem złośliwość rzeczy martwych.
Nasz kot żegna się z życiem , pora na niego ma już 19 lat. Sąsiad
drze się w niebo głosy ,że mu woda z mojej rynny spada na jego grunt , te
cholerne 2 cm. W telewizji sieczka , jedni i drudzy skaczą sobie do gardeł. Boję
się nawet otworzyć lodówkę bo mi cały trybunał konstytucyjny wylezie. Ochroniarz w pobliskim sklepie patrzy na mnie z
miną ormowca , widząc we mnie potencjalnego złodzieja koszyków. Już 3 lata jak
jestem sam, choć wielu przyjaznych ludzi
wokół . No i jak tu żyć ? .
Wczoraj
telefon dzwonił , kolega prosi ‘’Maksiu
podjedz jutro weź zrób parę zdjęć , wiesz ten bal charytatywny w sobotę,
zbieramy na dzieci ‘’ Dobra myślę , nie ma problemu. Trzeba będzie się wziąć w garść
i pójść i jak wtedy rok temu na Ukrainie
wysłuchać , pozwolić aby ludzie się otworzyli , zobaczyć ludzkie nieszczęście z
bliska.

