Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samotnosc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samotnosc. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 stycznia 2015

Depresja Czy Potrafimy Sobie Pomóc ?



Kroscienko 2014 
Pozwoliłem obie umieścic tutaj post mojej koleżanki , którą poznałem na Chrześcijanskim Zlocie w Pensylwani  ubiegłego roku. Jest bardzo bliski mojemu sercu i sądze ,że trafi to wielu którzy odwiedzają mój blog. Szkoda ,że czasami osoby nam bliskie nie widzą co się dzieje wokoło, żyją swoją  " wolnoscią" , próbując kupić swoje szczęscie  lub nawet  sprzedać swoje ideały w imie błednie pojętnej  stabilności życiowej  , nie raz przy tym krzywdząc bliską  sercu sobie osobe.Jak wielu ludzi wyglada na szczesliwych a ukrywa w sobie tak wiele problemów. Jaką maske potrafią na siebie ubrać . Czasami zadroszcze osobom ,które moga wykrzyczeć z siebie wszystko . Jeszcze pewnie parę lat temu w takim momencie załamania wlał bym w siebie hektolitry alkoholu lub kazał sobie aby lekarz uratował moja "dusze" magiczna tabletką prozaku , którym juz nawet dzieci szprycują w Ameryce .Ale nie teraz , nie jestem sam , musze isć do przodu , ktoś jest co mnie kocha naprawdę, bez rzucania pustych słów bez pokrycia . 

Ten post będzie długi, ale jakże ważny. Tak często boimy się pewnych tematów. Nie potrafimy rozmawiać. A powinniśmy. Ci którzy znają mnie osobiście, wiedzą, że miałam depresję. Wiem co to znaczy. Nikt mi wówczas nie potrafił pomóc.Samotność w bólu i rozpaczy jest ciężarem nie do udźwignięcia, potworem który niszczy od środka. Depresja nie ma litości. Myśli o samobójstwie pojawiają się i znikają. Śmierć wydaje się być ratunkiem, uwolnieniem, ulgą. To kłamstwo. Tak często podążamy za tym co ulotne. Nie, nawet nie często, przeważnie. Dbamy o dobry wygląd, markowe ubrania, popularność wśród "przyjaciół", dobry zawód, fajny samochód, jakiś dom. Sama taka byłam. Zamknięta we własnym idealnym światku nie dostrzegałam bólu, cierpienia, chorób, i zwyczajnie ludzi potrzebujących pomocy. Po co burzyć swój piękny, poukładany świat?

niedziela, 17 sierpnia 2014

Niedzielna Chwila Refleksji

Nadchodzi czas ogromnych zmian w moim zyciu i jak zwykle wszystko zwala sie w tym samym czasie , moze jednak tym razem to i dobrze po to juz najwyzsza pora. Jestem otoczony przyjaznymi ludzmi to ogromny plus , bedzie szkoda tego wszystkiego bo nie wiadomo co teraz sie w zyciu stanie. Czekalem z pewnymi decyzjami do samego konca , czekalem ,ze nasz Pan cos odmieni , widocznie wybral inna droge dla mnie ma inny plan, Jak zwykle bedzie to ekstremalne jak wszystko w moim zyciu w ostatnich latach. wiec smierci sie nie boje : Marek 9,38 -43 :„Bo kto nie jest przeciwko nam , jest z nami” Po tym ,wszystkim co przezylem w ostatnich latach , szpitalach , aresztowaniach , bycia w pewnym sensie bezdomnym, ciaglym poczuciem winny w stosunku do osob ktorych kochalem a skrzywdzilem w swoim zyciu ,braku wizji na przyszlosc , Wszystko nabralo jakies innej perspektywy. Dostalem po tylku jak malo kto , a jeszcze niedawno zylem jak gosc : piekny dom , yacht , zawsze najnowsza fura ,obiad z prezydentem Bushem czy spotkanie z Lechem Walesa.. Teraz wszystko inne ma znaczenie zaczely cieszyc czlowieka male rzeczy i kazdy sloneczny poranek , tylko wlasnego kata brak. Smiesza mnie teraz niektorzy ludzie szczegolnie ci nasi Polonusi zyjacy w poczuciu bezpieczenstwa majacych domy , w miare dobre place ale narzekajacy na wszystko a najwiecej na biede w Polsce tak jakby ich to by najwiecej dotyczylo . Dyskusje na temat Putina lub czy bedzie wojna lub temu podobne .Czy my mamy na to jakis wplyw? I to ciagle przeswiadczenie ,ze wszystkiego sa winni Zydzi. Zupelnie nierozumiem dlaczego w Polakach jest tyle antysemityzmu ? Tyle na dzisiaj

czwartek, 19 czerwca 2014

Jeśli się otworzę, łatwo będzie mnie zranić

Ludzie rzadko się otwierają, mimo że nie czują się z tym dobrze. Zastanówmy się, co takiego stoi na przeszkodzie w zaufaniu.                                                      Dlaczego nie potrafimy zaufać, co przez to tracimy, a co   zyskujemy?


"Jeśli się otworzę, łatwo będzie mnie zranić". Trudno się zatem dziwić, że wielu z nas na samą myśl o tym woli wycofać się i ukryć za "grubym murem". Bo tylko tam czują się bezpieczni. Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, żeizolacja oznacza również doświadczenie samotności. W takim stanie nie przyjmuje się już niczego z zewnątrz, również niczego pozytywnego! Boleśnie odczuwa się wtedy brak jakichkolwiek przyjemności. Zaczynają się narzekania na "zły świat", który nie oferuje niczego przyjemnego. A stąd już tylko jeden krok do depresjiTo prawdziwa ślepa uliczka. Często spotykam się ze stwierdzeniem: "Bardzo chciałbym/chciałabym przeżyć coś pięknego, ale nie chcę lub też nie potrafię się otworzyć, bo łatwo byłoby mnie wtedy zranić!" Przypomina mi to zdanie: "Umyj mnie, ale mnie nie zmocz!"

Bez otwarcia na ludzi nie możecie otrzymać niczego, dotyczy to również zaufania


Ludzie rzadko się otwierają, mimo że nie czują się z tym dobrze. Jest to jednak uczucie, z którym są już przynajmniej zaznajomieni, stąd też dość łatwo przychodzi im przypisać potem całą winę za nie swemu otoczeniu. Bo przecież - gdyby mogli być pewni, że inni ludzie ich nie zranią, mogliby się otworzyć! A ponieważ nie są w stanie nic na to poradzić, umacniają się tylko w swym przekonaniu i wysuwają zarzuty wobec innych. Z pewnością nie jest to droga, która pomoże osiągnąć komuś radość życia. Chodzi więc o strach przed tym, by nie być zranionym, gdy otworzymy się pełni zaufania. Muszę omówić tu teraz zagadnienie, które stanowi dla mnie podstawę stosunków międzyludzkich: zależność własnych odczuć od zachowania innych ludzi. Przyjrzyjmy się temu nieco bliżej.

Posłużę się moimi doświadczeniami, zebranymi w klinice psychosomatycznej podczas terapii grupowej pacjentów, poświęconej tematowi "zaufanie". Wtedy też dała się zauważyć szczególna trudność tej sytuacji - z jednej strony wszyscy mocno życzyli sobie, aby ich problemy znalazły zrozumienie u innych ludzi. Z drugiej strony istniały obawy, że relacjonowanie swych osobistych problemów i związane z tym "otwarcie się" wobec innych zwiększy prawdopodobieństwo zranienia opowiadających. Często przytaczano przykład złamania "obietnicy milczenia", zgodnie z którą nie wolno było mówić o problemach grupy poza nią, co było odbierane jako nadużycie zaufania. W jaki sposób należało więc rozwiązać cały ten problem? Istniała przecież przemożna potrzeba bycia zrozumianym przez drugich, czyli potrzeba otrzymywania czegoś!

Moje obserwacje poszły w dwóch kierunkach: To prawda, że niektórzy lubią sobie czasami poplotkować. Prawdą jest również, że złamanie obietnicy milczenia przez członków grupy jest poważnym złamaniem zasady i że nie jest to w porządku. Jeśli można byłoby dotrzeć do tej osoby, to, również w trosce o jej własne dobro, należało jej uświadomić, że takie zachowanie jest nie do przyjęcia i że nie można nadal postępować w ten sposób. Jeśli zrobimy to w odpowiedni - rzeczowy i jasny (a nie niezgrabny i agresywny) - sposób, to nie będziemy długo czekać na rezultat naszych działań. Wtedy pozostali członkowie grupy będą mieć mniejsze problemy z otwarciem się na otoczenie.

Szczerze mówiąc, bardzo trudno jest jednak znaleźć ów "przeciek". Co wtedy? Odważyłem się więc zapytać wprost: "Jaką ponosicie stratę (która napawa Was lękiem), jeśli pan Kowalski i pani Nowak, siedząc na ławce w parku, porozmawiają sobie o Waszych małżeńskich problemach?" Słyszałem wtedy oburzone głosy: "To nie ich sprawa!" Jasne, że nic ich to nie obchodzi i złamanie obietnicy milczenia jest absolutnie nie w porządku. Ale to nie jest jeszcze odpowiedź na moje pytanie! Zapytałem ponownie: "Nawet jeśli nie jest to ich sprawa i nie jest w porządku, że o tym rozmawiają, na czym, konkretnie, polegać będzie Wasza strata?" Po dłuższej chwili najczęściej docierała do mnie następująca odpowiedź: "W zasadzie (konkretnie) na niczym".

Skutek tej odpowiedzi przechodził najśmielsze oczekiwania. Członkowie grupy chętniej się otwierali i opowiadali o swoich zmartwieniach. W zamian otrzymywali zrozumienie, pocieszenie i nowe spostrzeżenia kolegów, a one pomagały im dotrzeć do rozwiązania swych problemów. To był taki "przedsmak zaufania". I tu, nie będąc już dla nikogo zaskoczeniem, zadziałała zasada rezonansu.

Zastanówmy się, co się wydarzyło. Okazało się, że niestosowne zachowanie innych ludzi może mieć na nas i na nasze emocje o wiele mniejszy wpływ i mniejsze znaczenie, niż nam się początkowo wydawało. W życiu ciągle spotykamy się przecież z zachowaniem i wypowiedziami innych ludzi, które wcale nie są po naszej myśli. Taka jest rzeczywistość. Czy musimy jednak z tego powodu być wiecznie niezadowoleni i dostosowywać nasze zachowanie do takiej a nie innej sytuacji? Jeśli tak, to godzimy się równocześnie na to, żeby wszystkie te niepomyślne dla nas wydarzenia zupełnie nas zdominowały! (Dotyczy to, rzecz jasna, tylko ludzi dorosłych. Nie chcę przez to umniejszać ani kwestionować duchowej przemocy dorosłych nad dziećmi).

Zachowanie i słowa innych ludzi mają na Was tylko taki wpływ, na jaki sami im pozwolicie. Są to klucze, które otwierają drzwi tylko wtedy, kiedy podstawicie pasujące zamki. Jeśli ktoś podsunie Wam do nałożenia cudzy but, będziecie się dziwić (i zarzucać innym), że but Was uwiera i na Was nie pasuje. Jeśli ktoś zarzuci Wam coś niesłusznego, możecie odpowiedzieć: "To mnie nie dotyczy, nie jestem taki" - zamykając tym samym całą sprawę. (Chyba że boicie się, iż osoba, która to powiedziała, odwróci się od Was, przestanie Was rozumieć i poniesiecie stratę).

Możecie również dojść do wniosku, że ten ktoś ma rację, a przez swoją uwagę poruszył Wasze własne bolesne odczucia. Są to jednak Wasze własne emocje, za które tylko Wy jesteście odpowiedzialni. Istnieje również możliwość, że "powstaną" w Was uczucia, które od dawna już nosicie w sobie. Możecie jednak zrzucić z siebie odpowiedzialność za taki stan rzeczy, obarczając nim kogoś innego, kto np. powiedział coś, co Wam o tym przypomniało. To również Wasza własna decyzja. Jakże często obciążamy naszych bliźnich decyzjami, które tak naprawdę podejmujemy zupełnie samodzielnie!

Pojawiające się emocje mogą być dla Was również wskazówkami prowadzącymi do zrealizowania przez Was pewnych zadań, po których poczujecie się znacznie lepiej. Wtedy można by nawet zaryzykować stwierdzenie, że takie a nie inne zachowanie otoczenia było dla Was nawet pewnego rodzaju pomocą!

Członkowie grupy terapeutycznej nauczyli się inaczej spoglądać na fakt, że ktoś sobie za dużo na ich temat poplotkował i że, jak to często w takich sytuacjach bywa, dodał jeszcze to i owo od siebie. Udawało się to nawet w sytuacji, gdy plotki przekraczały już pewne ramy przyzwoitości. Pamiętajmy o zasadzie podstawowej: aby coś mogło zaistnieć między jednym a drugim człowiekiem, konieczne są dwa kroki: dawanie i branie. Dopiero wtedy możemy mówić o "transakcji". Jeśli nie zdecydujecie się, żeby wziąć, to to się po prostu nie stanie! Chyba, że ktoś będzie w stanie "wstrzyknąć" Wam z zewnątrz odpowiednie emocje.

Opowiadam Wam o tym tak szczegółowo po to, żebyście stopniowo nabierali coraz więcej odwagi i próbowali się otworzyć. Chodzi o otrzymanie zaufania. Bez otwarcia się na innych jest to bardzo trudne, a tak naprawdę - niemożliwe. Kiedy uświadomicie sobie, że nie musicie się niczego bać i że w rzeczywistości nic nie tracicie, otwierając się na drugich, nawet jeśli nie zawsze zachowują się oni fair, z pewnością będziecie czynić to częściej! Osiągniecie wtedy większą niezależność, a w końcu prawdziwą wolność. Z tym związana jest również redukcja Waszych lęków. Zastanówmy się raz jeszcze nad tym, co takiego stoi na przeszkodzie zaufaniu. Tego typu pytania w wielu wypadkach doprowadziły do zdobycia większej jasności, a także do bardzo ciekawych wniosków. Mogą znaleźć zastosowanie również w wielu innych sytuacjach, szczególnie wtedy, kiedy sami nie wiecie, dlaczego decydujecie się na zrobienie tej a niezrobienie innej rzeczy.

Zadajmy więc sobie pytanie: Dlaczego nie macie zaufania? Jeśli trudno jest Wam znaleźć na nie odpowiedź, zapytajcie inaczej: Co zyskujecie na tym, że nie macie zaufania?

No właśnie: musicie spodziewać się jakiegoś zysku bądź profitu - gdyby tak nie było, nie brakowałoby Wam przecież zaufania. Ludzie często niechętnie reagowali na te pytania i w zasadzie trudno się było temu dziwić. Ktoś zachowuje się w pewien określony sposób, sam się z tym męczy, a tu na dodatek pyta się go jeszcze, jaki ma z tego zysk! Można to uznać po prostu za bezczelność. Nie zmienię jednak mojego stanowiska w tej sprawie. Człowiek nie posiadający zaufania, narzekający na wszystko i całkowicie bezbronny (przynajmniej takie robi wrażenie) zyskuje już chociażby tyle, że drudzy okazują mu więcej uwagi. Otrzymuje więc upragnione uznanie, zgadzając się jednak (podświadomie) na to, że ciążyć mu będą te wieczne skargi i one to właśnie będą ponownym powodem do ... narzekań.

Brak zaufania może mieć poza tym na przykład taki plus, że nie musimy otwierać się na drugich. Zwłaszcza w sytuacjach, kiedy przykłada się zbyt dużą wagę do zachowania innych i jest się w związku z tym bardziej niż zwykle narażonym na zranienie. Najpewniej i najbezpieczniej można czuć się wtedy tylko we własnym zamku o grubych murach - można sobie tam urządzić przytulne schronienie.

Nie okazując zaufania, nie będziecie również przeżywać rozczarowań. Szczególnie ważne jest to wtedy, gdy nie radzicie sobie z rozczarowaniami i traktujecie je jak prawdziwą katastrofę. Staracie się więc z góry ich unikać, lecz postępując w ten sposób unikacie również rozwiązania związanych z nimi problemów. Zachowując się w ten sposób, pozbawiacie się wszelkiej odpowiedzialności za kształtowanie własnego życia i własnych emocji (któż z nas lubi brać na siebie odpowiedzialność?). W razie czego zawsze macie pod ręką kilka zgrabnych wymówek i możliwość przesunięcia winy na kogoś innego. Jest oczywiste, że uwolnienie się od odpowiedzialności sprawi, iż Wasza sytuacja praktycznie nie ulegnie zmianie, ale tego się nie dostrzega.

Istnieje jednak jeszcze odwrotne pytanie, na które również możemy doczekać się bardzo interesujących odpowiedzi. Co możecie stracić, obdarzając kogoś zaufaniem? Czy "obdarzanie zaufaniem" jest niebezpieczne? Podczas mojej wieloletniej współpracy z ludźmi odniosłem wrażenie, że wielu z nich uważa zaufanie za coś niebezpiecznego. Tak bardzo się tego boją, że wolą iść przez życie, żywiąc nieufność i sceptycyzm. Jeśli wiecie coś na temat zasady rezonansu i wpływu myśli na zachowanie człowieka, bez trudu możecie sobie wyobrazić, jak może wyglądać życie takich osób.

To prawda, zawsze istnieje niebezpieczeństwo, czy też możliwość, że inni ludzie potraktują Wasze otwarcie się na drugich bez zachowania dostatecznej ostrożności. Może się zdarzyć, że inni ludzie zareagują w nieodpowiedni sposób. A to z kolei może być bardzo bolesne. Jest to z pewnością bardzo przykre doświadczenie. Czuć się urażonym - to na pewno nie jest przyjemne uczucie, przeciwnie: może bardzo zaboleć. Ale czy jest ono niebezpieczne? A może warto przyjrzeć się bliżej mechanizmowi powstawania tych urazów, aby w przyszłości skutecznie im przeciwdziałać? Z pewnością dojdziecie wtedy do przekonania, że sami możecie zdecydować o tym, czy słowa innych Was zabolały - czy też wcale nie. A jeśli osiągniecie ten stan, poczujecie się trochę bardziej niezależni i wolni - i wyzwoleni również od lęków!


Bolesne doświadczenie kryje w sobie pomoc i szansę w kształtowaniu Waszego przyszłego życia. Sami widzicie, jak "niebezpieczeństwo" zaufania powoli samo rozsypuje się w kawałki. Nasuwa się wniosek: jeśli zaufacie życiu, życie zaufa Wam. To warunek rozwiązania Waszych życiowych problemów. Prawda, że ufając, często narażacie się na przykre doświadczenia. Ufacie jednak, że będziecie w stanie odpowiednio je wykorzystać w przyszłości. Zaufanie jest konstruktywną energią, którą możecie wysyłać w świat. Reakcją na to jest możliwość pozytywnych przekazów zwrotnych, skierowanych na Wasze życie. Dostrzegam różnorodne życiowe problemy. Wykorzystuję moją wrażliwość po to, aby uzyskać jasny ogląd rzeczywistości, bez patrzenia przez "różowe okulary". Pomaga mi to widzieć rzeczy w całej ich wyrazistości.

Więcej w książce: Nie bój się jutra - Jens Baum

piątek, 21 lutego 2014

Samotność Gnębi Mocno Tak


Daleko tak daleko, daleko tak
Jesteś tak daleko ode mnie, czasami jednak blisko tak

Mogę porozmawiać z tobą czasem

Czasem znajdujesz dla mnie czas

Chciałbym coś powiedzieć o Tobie
Tak często czuję Twoją siłę
Nic się nie dzieje przypadkowo
Chociaż tak często w to wątpiłem

Tak bardzo chciałbym zostać kumplem twym 

tak bardzo chciałbym

Jesteś tak daleko ode mnie, czasami jednak blisko tak

Wyszedłem z domu, nie było nikogo

Zgubiłem sens, upadłem na twarz

Nocą ulice są złe
Samotność gnębi mocno tak
Poczułem wtedy, że jesteś
Czasem znajdujesz dla mnie czas