Lużny zapis moich przeżyć , nie chronologiczny ale spontaniczny blog. Pisany nie tylko jako świadectwo ale też zapis moich myśli i przeżyc. Troche jak pamiętnik ale i też miejsce gdzie w danej chwili mogę się wykrzyczeć i poskarżyć na świat. Nie pisany czystą polszczyzną ale za to z serca. Dużo zdjęć i wkrótce kanał video bo wiadomo : A Picture is worth a thousand words.
Translate
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polish church. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polish church. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 12 lutego 2015
Prawdziwi Bohaterowie
Przypadek ? Wczoraj w nocy zbombardowano dom na przedmiesciach Doniecka , raczej punkt przerzutowy w ktorym bylismy jeszcze dwa tygodnie temu, dzielili sie tam z nami wszystkim co mieli. Cale szczescie nie było tam wtedy nikogo.Trudno to wszystko zrozumiec bo wlasnie stamtad przerzucana była pomoc dla głodujacych mieszkanców a w drodze powrotnej zabierane były rodziny ,które straciły domy i rodziny w wyniku walk. Ciekawa postacia jest pastor Sasza , który prowadzi ta działanosci , może lepiej , jest tylko małym trybikiem w całej maszynie jak sam twierdzi.Jeszcze pare lat temu był narkomanem dla którego nie było ratunku a lekarze stwierdzili , ze w tym stanie tylko Bóg moze mu pomóc . No i tak dokładnie stało. Sasza i jego grupa mimo konfliktu dalej działa i nie tylko ratuje ludzi z Doniecka ale pod obstrzałem artyleri prowadzi osrodek dla narkomanów Dlatego tak trudno zrozumiec ta skale konfliktu i nienawisci . Tym bardziej wielki szacunek za ludzi , ktorzy bezinteresownie nie patrzac kogo ratuja narazaja swoje zycie aby tylko pomagać . Ktos na moim facebooku gratulowal mi odwagi za wyjazdy w te rejony Jednak my tam bylismy krotko a ci ludzie ktorzy sa tam na miejscu zasluguja na prawdziwy szacunek. Nie ma ich w gazetach i mediach , są niewidoczni i chyba to dobrze dla nich bo tak jest bezpieczniej. Sa to prawdziwi chrzescijanie , ktorzy pokazuja to kazdego dnia nie slowami a czynami
poniedziałek, 1 grudnia 2014
Jaka Jest Nasza Znajomośc Bibili ?
Niestety wiekszość ludzi ma podobne pojęcie jak Ferdek na załaczonym video . Polecam ciekawy artykuł z Faktu
Wiosną tego roku dwoje młodych świdniczan udało się na ulice swojego miasta,
by zadać przechodniom kilka pytań na temat Biblii i zorientować się, ile o niej wiedzą.
by zadać przechodniom kilka pytań na temat Biblii i zorientować się, ile o niej wiedzą.
Tomek i Karolina Majewscy zapytali zaledwie kilka przypadkowo wybranych dorosłych
osób. Ich odpowiedzi — gdyby przyjąć, że reszta naszego społeczeństwa prezentuje poziom podobny — dowodzą, że polska religijność ma charakter jedynie pielgrzymkowo-odświętny z niemal zerową znajomością fundamentu chrześcijaństwa, jakim jest Pismo Święte.
Para młodych świdniczan zadała następujące pytania: Co to jest Biblia? Kto ją napisał? Czy jest jakaś różnica między Pismem Świętym a Biblią? Ile Testamentów składa się na Biblię? Czy Adam i Ewa mieli dzieci? Ile osób weszło do arki Noego? Ilu synów miał Abraham? Kto przeszedł przez Morze Czerwone? Dlaczego Mojżesz wyprowadził Izraela z niewoli egipskiej? Ile osób nakarmił Jezus dwiema rybami i pięcioma chlebami? Czy umiesz wymienić kilku uczniów Jezusa? Jak miał na imię uczeń, który Go zdradził?
Tylko dla dwojga zapytanych Biblia to — jak jest naprawdę — zbiór ksiąg Starego i Nowego Testamentu. Dla pozostałych to: „sakrament święty”, „zapis praw podany na górze jeszcze przed Chrystusem” czy — tak bardziej filozoficznie — „chrześcijańska zasada, którą wpoili nam nasi praprzodkowie”. Jedna z osób powiedziała wprost, że nie ma pojęcia, czym jest Biblia.
Autorami Biblii według pytanych byli: „święci Paweł i Piotr”, „apostołowie albo coś tam” (sic!), „święci Kościoła”. Dla jednego z mężczyzn Biblię napisał ktoś na pewno „świętej pamięci”, ale nie pamiętał dokładnie kto, za to wiedział, że „z Asyżu”. Jedna osoba stwierdziła z pewną dozą niepewności, że dokładnie nie wiadomo, kto napisał Biblię, „bo to opowieści zbierane przez pokolenia i potem spisane przez kogoś natchnionego, chyba”. I tu była niedaleka od prawdy, bo faktycznie, jak napisał apostoł Piotr, „przede wszystkim to wiedzcie, że wszelkie proroctwo Pisma nie podlega dowolnemu wykładowi. Albowiem proroctwo nie przychodziło nigdy z woli ludzkiej, lecz wypowiadali je ludzie Boży, natchnieni Duchem Świętym”1.
Tylko dla dwóch zapytanych osób Biblia i Pismo Święte to jedno i to samo. Dla innych jest między nimi różnica, tylko nie bardzo wiadomo jak duża. Ktoś odpowiedział: „niewielka, ale podejrzewam, że zasadnicza” (to prawie jak słynne plusy dodatnie i plusy ujemne). Inna osoba stwierdziła, że różnica „jest dosyć duża, ale obie księgi niosą te same prawdy wiary”. Pewna starsza kobieta odpowiedziała, że w porównaniu do Biblii „Pismo Święte jest trochę inaczej napisane. Tam są te Mateusze, nie-Mateusze, te wszystkie nie... A Biblia to więcej taka dziecinna jest”. Dla jednej z osób podstawowa różnica jest taka, że „Pismo Święte czyta się w kościele, a Biblię w domu”.
Stosunkowo łatwe było pytanie o to, z ilu Testamentów składa się Biblia. Tu odpowiadano prawidłowo, że z dwóch — Starego i Nowego. Ale trafiła się też odpowiedź, że „przykazań to [było] dwanaście, ale Testamentów to [jest] jeden”.
Co do dzieci Adama i Ewy, pytani mieli pewność, że nasi pierwsi rodzicie je mieli, ale ile — to już był problem. „Dwoje”, „Kaina i Abla”. Ktoś miał absolutną pewność, że „mieli córkę”. A prawda jest taka, że według Księgi Rodzaju Adam i Ewa mieli Kaina i Abla, a potem po śmierci Abla narodził im się na jego miejsce Set, po którym Adam żył jeszcze 800 lat, płodząc „synów i córki”2.
Tylko jedna osoba była bliska prawidłowej odpowiedzi na pytanie o liczbę osób, które weszły z Noem do arki przed potopem. Odpowiedziała, że „tylko jego rodzina”, choć nie wiedziała, ile to było osób. Rozpiętość pozostałych propozycji była dość znaczna — od „około dziesięciu”, przez „piętnaście do trzydziestu”, „czterdzieści”, aż do „dużo, prawie wszyscy”. Według jednej z zapytanych osób do arki weszli nawet Adam i Ewa. Faktycznie do arki poza zwierzętami weszła tylko rodzina Noego, czyli osiem osób — Noe z żoną i jego trzej synowie z żonami.
Pamięć do biblijnych liczb była słabą stroną odpowiadających. Abraham miał według nich synów: „dużo”, „dwunastu”, „sześciu”, „czterech”.
W końcu padła oczekiwana odpowiedź, że „dwóch”, bo chodziło o tych najbardziej znanych, czyli Izaaka i Ismaela, choć warto tu dodać, że Abraham miał później jeszcze sześciu synów z drugiej żony Ketury i kolejnych z nałożnic.
W końcu padła oczekiwana odpowiedź, że „dwóch”, bo chodziło o tych najbardziej znanych, czyli Izaaka i Ismaela, choć warto tu dodać, że Abraham miał później jeszcze sześciu synów z drugiej żony Ketury i kolejnych z nałożnic.
Przejście przez Morze Czerwone jednej z osób chyba pomyliło się z potopem, bo odpowiedziała, że to Noe tego dokonał! Inni nie pamiętali. I znów tylko jedna osoba powiedziała zgodnie z prawdą, że dokonał tego „Mojżesz z uciekinierami z Egiptu”.
Na pytanie, dlaczego Mojżesz wyprowadził Izraela z niewoli egipskiej, odpowiadano: „bo Bóg mu kazał”, „bo się długo modlili i tego pragnęli”, „bo byli w niewoli”. I, jak to zapewne w niewoli, „mieli kiepskie zarobki i warunki socjalne, brak ubezpieczeń” (tu wyjście z Egiptu jawi się jako zwykła ówczesna emigracja zarobkowa). Dwie odpowiedzi były kompletnie niezrozumiałe. Izrael miał opuścić Egipt, bo „były niesnaski między Izraelem a Rzymem” i „gnębiono chrześcijan”. Odpowiedź prawidłowa jest taka, że naród izraelski faktycznie cierpiał w niewoli egipskiej i Bóg nakazał Mojżeszowi go wyprowadzić do Ziemi Obiecanej.
Nieco lepiej było z pytaniami z zakresu Nowego Testamentu.
Odpowiadający pamiętali, że Jezus nakarmił dwiema rybami i pięcioma chlebami „dużo” ludzi — może „pięćset”, „trzy do czterech tysięcy”, „kilka wsi”. W każdym razie „bardzo dużo, a jeszcze siedem koszów [okruchów] nazbierali”. Jedna z osób pamiętała z tej historii tylko tyle, że Jezus „coś rozmnożył”, a inna, że nakarmił dwunastu apostołów. Natomiast według sprawozdania ewangelisty Mateusza Jezus nakarmił wtedy pięć tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci, a z okruszyn zebrano jeszcze dwanaście koszy3.
Z podaniem imion kilku uczniów Jezusa pytani raczej kłopotu nie mieli. Zgodnie z prawdą wymieniali: Judasza, Mateusza, Jana, Piotra, Jakuba. Poza tymi do uczniów Jezusa zaliczyli jednak również Pawła (który faktycznie został apostołem, ale dopiero jakiś czas po zmartwychwstaniu Jezusa, a wcześniej był wrogiem wyznawców Chrystusa) oraz Marka i Łukasza (którzy byli autorami dwóch Ewangelii, ale nie byli apostołami chodzącymi z Jezusem) i uwaga! — św. Józefa. Według ewangelisty Mateusza poza wyżej wymienionymi do grona apostołów — najbliższych uczniów Jezusa — można jeszcze doliczyć: Andrzeja, Jakuba Zebedeuszowego, Filipa, Bartłomieja, Tomasza, Tadeusza i Szymona Kananejczyka4.
Większość pytanych bez problemu wskazała też ucznia, który zdradził Jezusa — Judasza. Niektóre osoby widziały jednak zdrajcę czy to w Piotrze, czy w Łazarzu, czy... Piłacie (sic!).
Całość tej minisondy ulicznej można obejrzeć w internecie: http://odkrycia.
org/jak-duzo-wiedza-polacy-na-temat-biblii,0,172.html.
org/jak-duzo-wiedza-polacy-na-temat-biblii,0,172.html.
Jedno jest pewne, niezależnie od tego, jak wysoko oceniamy pobożność nas jako narodu, potrzeba nam nie tyle więcej pielgrzymek, procesji, relikwii i uroczystych meganabożeństw ku czci kolejnych świętych, co raczej powrotu do źródła chrześcijańskiej wiary — Biblii. Bowiem „wiara (...) jest ze słuchania, a słuchanie przez Słowo Chrystusowe”5, czyli Słowo Boże, czyli Pismo Święte. Potrzeba nam ponownej ewangelizacji, bo nic nie wiemy. Obrażamy się na profanowanie Biblii przez niewierzących, a sami, choć „wierzący”, omijamy ją wielkim łukiem. Zastanawia mnie, które z tych zachowań bardziej obraża Boga, pierwotnego autora Biblii.
Cała nadzieja w tym, że był to sondaż całkowicie amatorski, a jego wyniki nie są reprezentatywne. W przeciwnym razie na uważającym się za najbardziej religijny naród Europy spełnią się słowa Jezusa Chrystusa: „Błądzicie, nie znając Pism ani mocy Bożej”6.
Andrzej Siciński
sobota, 15 listopada 2014
czwartek, 13 listopada 2014
wtorek, 17 czerwca 2014
niedziela, 15 czerwca 2014
czwartek, 15 maja 2014
Jeden na stu!
Z tego co przeżył bohater tego filmu rzadko wychodzi się na prostą, statystycznie 1 na 100 przypadków. Byłem w podobnej sytuacji więc mogę coś o tym powiedzieć. Jednakże do napisania paru słów skłoniła mnie pewna sytuacja jakiej bylem świadkiem na moim podwórku. Od pewnego czasu w zborze próbujemy pomóc osobie uzależnionej, do wyjścia z nałogu. Niestety wszelkie próby nie odnosiły żadnych rezultatów, a gdy już się zbliżał do Jezusa, szatan atakował go z podwójną siłą. Wydawało by się tak patrząc z boku, że ta walka o pojedynczą dusze okazała się przegrana pomimo tego, że nasz Pastor poświecił wiele czasu i energii, załatwiając wręcz rzeczy niemożliwe do załatwienia w tak krótkim terminie. Było kiedyś takie powiedzenie "rzeczy niemożliwe załatwiam od ręki, cuda zajmują mi trochę czasu", pasuje to tutaj jak ulał. Jednakże, co się okazało, że to Pana wróciły osoby, które od niego się oddaliły a inne uwierzyły w siebie i w swoje misje jakie mają do spełnienia. Ten przypadek udowodnił mi, że nie możemy mierzyć sukcesu naszymi oczami i kategoriami, bo jak to się mówi po angielsku " You don't see the bigger picture, you just see the silhouette ". I tak dokładnie było. Skupialiśmy się na sylwetce, nie widząc jakie dobre rzeczy dzieją się wokół nas. Wracając do osoby, o którą tak mocno staraliśmy się. To w tej chwili pozostaje nam już nasza najsilniejsza broń, czyli modlitwa. Będzie ona potrzeba gdyż demon do tego stopnia opanował go, że stał się wręcz niebezpieczny dla siebie ale też i dla innych ludzi. Tutaj nasuwa mi się temat do innego wątku: mianowicie gdzie jest potrzebna pomoc egzorcysty a gdzie psychologa? Spróbuje porozmawiać o tym ze znany ,autorem wielu publikacji, psychoterapeutą. Jeżeli zgodzi się aby coś napisać do mojego bloga będę mu bardzo wdzięczny. Bo czasami jednak okaże się wręcz odwrotnie. Wielu ludzi, którzy sprawiają wrażenie niezwykle uduchowionych , otwartych na dyskusje, z którymi mam wiele wspólnego gdy tylko dowiadują się ,że jestem nawróconym Chrześcijaninem , też się nawracają ale wręcz w odwrotnym kierunku. Zaczynam teraz też rozumieć dlaczego niektórzy ludzie nie chcą pisać pod swoim nazwiskiem w komentarzach na forum. Czy to ma jakieś znaczenie? Czy podpis kogoś jest ważniejszy od tematu? Czy jeżeli ktoś się podpisze zmieni to twoje poglądy, czy podejście do sprawy, przecież to nie miałoby żadnego sensu?
niedziela, 27 kwietnia 2014
Ty też możesz być Świętym.
Co
nas wszystkich łączy?. Otóż według Biblii jesteśmy Świętymi 1
Koryntian 1:2. Mówiąc językiem biblijnym, „święci” są ciałem Chrystusa,
chrześcijanami, kościołem. Wszyscy chrześcijanie są postrzegani jako święci.
Wszyscy chrześcijanie są świętymi i są również tymi, którzy są powołani, aby
być świętymi. 1 Koryntian 1:2 określa to w jasny sposób: „Do Kościoła Bożego w
Koryncie, do tych, którzy zostali uświęceni w Jezusie Chrystusie i powołani do świętości…”. Słowa „poświęcony” i „święty” pochodzą z tego samego
greckiego rdzenia co słowo powszechnie tłumaczone jako „święci”. Chrześcijanie
są święci ze względu na swoją relację z Jezusem Chrystusem. Chrześcijanie są
powołani do bycia świętymi, aby ich codzienne życie coraz bardziej dopasowywało
się do pozycji, którą mają w Chrystusie. To jest biblijny opis i powołanie
świętych. W Biblii, każdy kto przyjął Chrystusa przez wiarę jest świętym.
W Biblii święci są powołani, aby czcić i wielbić tylko Boga i modlić się tylko
i wyłącznie do Niego.
wtorek, 15 kwietnia 2014
Niebo istnieje... naprawdę
Film
"Niebo istnieje... naprawę", zrealizowany został na podstawie
światowego bestselleru. Książka sprzedała się w 8 mln, przetłumaczona na 35
języków. To prawdziwa historia Coltona Burpo, chłopca, który podczas operacji
znalazł się na granicy życia i śmierci.
Czteroletni Colton Burpo, syn pastora Kościoła Wesleyańskiego Todda i jego żony
Sonji, młodszy braciszek Cassie, nagle ciężko zachorował. Błędna lekarska
diagnoza doprowadziła do rozlania się wyrostka, a w efekcie do operacji, po
której nawet chirurdzy nie obiecywali sobie zbyt wiele. Nieoczekiwanie mały
Colton wyzdrowiał, ku ogromnej radości całej rodziny. Nikt jednak nie
spodziewał się usłyszeć niesamowitej i pięknej historii, jaka popłynęła z ust
chłopczyka wkrótce po opuszczeniu szpitala.
Colton
bez najmniejszej zachęty czy sugestii z zewnątrz zaczął snuć opowieść o tym,
czego doświadczył, gdy podczas operacji opuścił swoje ciało. Choć nikt mu o tym
nie wspominał, ze szczegółami opowiadał o tym, co w czasie zabiegu robili jego
rodzice, a także - co wprawiło najbliższych w prawdziwą konsternację i
zdumienie - o swojej wizycie w niebie.
Colton
śmiało i bez wahania, używając prostych słów i sformułowań charakterystycznych
dla małego dziecka, opisywał niebo, spotkanie z Jezusem i aniołami.
Zadziwiające jest to, że operował przy tym szczegółami dokładnie pasującymi do
przekazów biblijnych, nawet tych mało znanych, oraz takimi, których ze względu
na swój wiek nie mógł znać, słyszeć ani też rozumieć (stygmaty Jezusa, Armageddon).
Precyzyjny przekaz czterolatka nie mógł zostać w żaden sposób zasugerowany,
mógł zrodzić się jedynie jako efekt autentycznych przeżyć.
Colton
opowiadał także o spotkaniu ze zmarłymi członkami rodziny: z pradziadkiem,
którego nigdy nie poznał oraz z siostrzyczką, o której poronieniu Todd i Sonja
nigdy nie wspominali.
Poraża
sposób, w jaki Colton ujmuje najbardziej skomplikowane teologiczne doktryny i
najmniej zrozumiałe fragmenty Biblii - z zadziwiającą prostotą, naiwnością i
swobodą czterolatka, a jednocześnie powalającą na kolana trafnością i precyzją.
Porusza i skłania do refleksji to, jak prostymi słowami ujął istotę Boga, ogrom
Jego miłości czy sens Zmartwychwstania. Zadziwia prostolinijność jego opowieści
o tym, co działo się w czasie operacji oraz o wydarzeniach sprzed jego
narodzin, które zgadzały się co do joty. Nie wyobrażam sobie, że ktokolwiek
mógłby zasugerować te wszystkie wizje i obrazy małemu dziecku, wierzę, że są
one nieskażone jakimikolwiek naleciałościami z zewnątrz, a co za tym idzie -
wynikiem prawdziwych przeżyć.
Historia
Coltona, brzmiąca tak autentycznie i wiarygodnie, niesie w sobie przesłanie dla
żyjących idealnie komponujące się z chrześcijańską doktryną. To już nie tylko
powtarzane do znudzenia słowa, ale prawdziwe świadectwo wsparte doświadczeniami
małego chłopca niosące nadzieję, otuchę i pocieszenie.
Ta
intrygująca opowieść inspiruje, wzrusza, promieniuje ogromną siłą przekazu.
Rozbrajająca prostota, dziecięca niewinność i bezpretensjonalna naturalność
przemawiają za jej prawdziwością niezależnie od tego, jak bardzo
nieprawdopodobna nam się wydaje. Napisano wiele książek o przeżyciach na progu
śmierci, ale ta przekonuje bezinteresowną szczerością i spontanicznym
autentyzmem, a ponadto pozwala ujrzeć wieczność oczami małego dziecka.
Bardzo
ważne jest to, że ten film do niczego nie zmusza i niczego nie narzuca,
nie pretenduje do roli zbawiciela ludzkości. To po prostu opowieść o
przeżyciach czterolatka, piękna i wzruszająca w swej prostocie i głębi. Pozwala
spojrzeć na życie z innej perspektywy - zadziwiającej, ale jakże atrakcyjnej!
niedziela, 23 marca 2014
Punkt Oparcia
W ubiegłym tygodniu udałem się
na pokaz filmu dokumentalnego pani Anny Ferens pod tytułem "Punkt Oparcia"
mówiącego o przemianach ustrojowych w Europie Wschodniej zapoczątkowanych
w Polsce w latach 80 tych.
Szczerze mówiąc, polityka
kompletnie przestała mnie interesować.
Kiedyś się cieszyłem, że udało mi się zrobić fotkę czy zamienić kilka
słów z kimś ważnym. Człowiek czuł się sztucznie doceniony i wydawało mu się, że
jest kimś ważnym. Teraz widzę, że to jest sztuczne kreowanie idoli czy to
polityków, gwiazd ekranu czy sportu a tak naprawdę większość tych ludzi
nie zasługuje na żadne czerwone dywany lub temu podobne insygnia wykreowanej
przez ludzka wyobraźnie chwały. Może tu się narażę wielu znajomym ale wieszanie
zdjęcia papieża, nie czyni cię świętym.
Wracając do spotkania i całego filmu to nasunęła tez mi się jeszcze jedna refleksja na temat ludzi, którzy w swoim mniemaniu są wybitnymi ekspertami a przecież wiadomo, że gdzie jest dyskutuje dwóch Polaków zawsze są trzy odmienne zdania. Jednak najbardziej denerwujący są ci ludzie, którzy nie mieszkając w Polsce, którzy te czasy znają tylko z przekazów telewizyjnych, mieszkając tutaj w Ameryce zabierają najwięcej głos. Ja osobiście mieszkając tutaj, mając podwójne obywatelstwo zdecydowałem się nigdy nie głosować w wyborach w Polsce (mam na myśli okręgi wyborcze w Stanach), niech ludzie tam decydują co chcą. Skąd my żyjąc tutaj mamy wiedzieć co jest dobre. Czy przekaz telewizyjny lub prasowy jest wystarczający aby wyrobić sobie zdanie. Wydaje mi się, że nie. Wpadł mi w ręce doskonały komentarz profesora Bielenia, dotyczący wydarzeń na Krymie, z którym trudno się nie zgodzić:
Wracając do spotkania i całego filmu to nasunęła tez mi się jeszcze jedna refleksja na temat ludzi, którzy w swoim mniemaniu są wybitnymi ekspertami a przecież wiadomo, że gdzie jest dyskutuje dwóch Polaków zawsze są trzy odmienne zdania. Jednak najbardziej denerwujący są ci ludzie, którzy nie mieszkając w Polsce, którzy te czasy znają tylko z przekazów telewizyjnych, mieszkając tutaj w Ameryce zabierają najwięcej głos. Ja osobiście mieszkając tutaj, mając podwójne obywatelstwo zdecydowałem się nigdy nie głosować w wyborach w Polsce (mam na myśli okręgi wyborcze w Stanach), niech ludzie tam decydują co chcą. Skąd my żyjąc tutaj mamy wiedzieć co jest dobre. Czy przekaz telewizyjny lub prasowy jest wystarczający aby wyrobić sobie zdanie. Wydaje mi się, że nie. Wpadł mi w ręce doskonały komentarz profesora Bielenia, dotyczący wydarzeń na Krymie, z którym trudno się nie zgodzić:
Rosyjska interwencja na Krymie i jego inkorporacja w
skład Federacji pokazały, jak kruche jest prawo międzynarodowe, jak słabe są
możliwości jego egzekwowania. Pokazały także mizerię intelektualną
komentatorów, brak wiedzy i kwalifikacji merytorycznych, aby taką sytuację
kompetentnie analizować i oceniać. Zamiast wiedzy analitycznej, rozlała się
fala histerycznych komentarzy, które przeciętnemu zjadaczowi chleba bynajmniej
nie ułatwiają zrozumienia istoty zaistniałej sytuacji. Przede wszystkim,
zarówno media jak i politycy posługują się retoryką skrajnie emocjonalną i
negatywnie wartościującą, będącą rezultatem syndromu myślenia grupowego,
skupiającego uwagę na "agresji Moskwy", w oderwaniu od kontekstu i
wydarzeń poprzedzających. Nikt nie chce słyszeć o przyczynach i początkach
całego procesu, niemal wszyscy natomiast koncentrują uwagę na skutkach, których
zresztą do końca nie znamy .Syndrom taki, dobrze opisany w literaturze
amerykańskiej (także jako syndrom "ogłupienia zbiorowego"),
znany jest z czasów kryzysu rakietowego na Kubie 1962 r. Wtedy o mało co
nie doprowadził do uruchomienia przez USA dźwigni atomowej. Obecnie pojawił się
znowu w kontekście interwencji Rosji na Krymie
To moja krótka relacja ze tego spotkania zrobiona na
zlecenie Tygodnika Polskiego.
"A place to Stand" from Polish Weekly on Vimeo.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


