Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Duch Święty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Duch Święty. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 grudnia 2014

Spowiedz ksiedzu czy.....Bogu ?


Spowiedz  ksiedzu czy.....Bogu ? Teraz wydaje mi się to oczywiste ale jeszcze niecałe dwa lata temu nie było to takie  proste , ba nie zadawałem sobie trudu aby się nad tym zastanawiać. Spowiedż była jakby koniecznością a spowodowana była nie potrzebą rozmowy  ale raczej strachem przed karą boską lub tym ,że nagle przejedzie mnie samochod czy jakis inny piorun we mnie walnie i pójde bede bez łaski uswiecajacej prosto do piekła , no chyba ,że zakwalifikuje się na czysciec. Czy ktoś wie jakie są kryteria aby się tam dostać ?  Pamietam też ,że bardzo ciekaw byłem grzechów moich szkolnych koleżanek i bardzo zazdrosciłem ksiedzu ,że zna takie tajemnice .Mój dobry znakomy kiedyś mi próbował tłumaczyć ,że spowiedz to nie tylko sakrament ale taka potrzeba rozmowy ,wyżalenia się czy też prosba o rade. No dobrze , nie można temu zaprzeczać tak do konca ale skąd mamy mieć pewnośc ,że po drugiej stronie jest ktoś kto zna tema , może pocieszyć . Czy kapłan może doradzic jak postepowac w zwiazku malożenskim ?Wracajac do tematu . W momencie mojego nawrócenia w bardzo zresztą  ekstremalnej sytuacji zrozumiałęm ,że nie potrzebuje żadnego posrednika ,ze mogę sie zwrócic osobiście do mojego Zbawiciela  ,że to ma być rozmowa a nie jakis strach przed czymś i ma to być osobiste a osobiste to takie po ludzku w cztery oczy. 

czwartek, 25 grudnia 2014

Mam Talent

Dzisiaj jedna z sióstr  w Zborze zapytała mnie czy mam talent muzyczny ? Nie wiem czemu , może dlatego ,że wczuwam sie podczas uwielbienia . Zawsze chciałęm grać na jakim instrumencie   a jedyne na jakim mogłem to na "nerwach "  Moj śpiewnik do niedawna  był rodem z ulicy   Reymonta ( stadion Wisły Kraków ) . Próbowałem nawet ostatno coś malować ale i tu mi nie wychodzi , całę ręce do tej pory mam uwalone farbą olejną . Tutaj w Polsce jakieś inne mają  farby :) . Próbuje dalej odczytać jaki talent dostałęm od Pana , bo nie chce go zakopać w ziemi jak ten sługa w Ewangelii Mateusza , która opowiada o panu  opowiada o panu, który wyrusza w podróż i zostawia swą własność sługom. Jeden otrzymuje 5 talentów, drugi 2, a trzeci jeden talent, według ich zdolności. Chciałbym rozmnozyc swój talent  i usłyszeć  " Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana " Czy macie jakis pomysł, jak można wyczuć czy to jest własnie ten talent. Wiele osób dostej swój talent po swoich nawróceniu . Poznałęm osobe , która nie mogła sklecic jednego sensownego zdania w języku polskim a teraz prowadzi szkolenia i motywuje pracowników do wydajnej pracy. Poznałęm osobe , która zawaliła swoje całę życie rodzinne a teraz naprawia związki  ilu jest ludzi , którzy swoj wolny czas szczególnie w niedziele , nieraz pokonując setki kilometrów głoszą Dobrą Nowine w wiezieniach. 


czwartek, 18 grudnia 2014

Czuje ,że trzeba bedzie ruszyc z powrotem

Zaczyna mi brakować tej atmosfery jaką przeżywałem podczas naeszj akcji , misji na Ukrainie. Nie pisze tutaj dreszczyku emocji ,tych ciągłych kontroli czy wpadniemy w ręce separatystów  czy nagle pojawi się jakis snajper. Pamietam , że po wypadach czy to do ośrodków dla uchodzów , szpitala polowego  lub w bezposredni rejon walk  wracaliśmy do miejsca naszego zakwaterowania. A mieszkałem w Chrzescijanskim Ośrodku pomiędzy uchodzcami z Doniecka . Byli tam rózni ludzie : ateisci . katolicy ,prawosławni  Rosjanie i Ukraincy , pomocą byli obdarzani wszyscy potrzebujacy . Najbardziej jednak było widziec jak wielu z nich wracało do Chrystusa , jak zmieniało się ich zycie, że pomimo takiej dramatycznej sytuacji w jakiej się znajdują potrafią znaleść nadzieje i ukojenie. Zobaczyłęm ,że to co my tutaj robimy z Arturem i to co robia Bracia w Lubline , Starachowicach i w koncu Piotr z cała nasza ekipą w Detroit  to częsc wielkiego planu , Bozego planu a my jesteśmy tylko narzędziami w jego ręku . Dlatego wiedzałem ,żę nie ma takiej opcji aby nam sie tam cos stało. Wkrótce ruszę pewnie z powrotem w stepy  ale wiem ,że tarcza Bozej opieki jest nade mną


Spotkanie z Arturem Ceronskim

Pare dni temu miałem okazje poznać Artur Ceroński i jego żone Agate Wcześniej znałem go tylko z filmu " Byłem Gangsterem " i wielu publikacji w internecie. Byłem pod ogromnym wrażeniem świadectwa życia Artura oraz jak Bóg potrafił zmienić człowieka. Jak rzeczy wręcz nieowybrażalne staja się rzeczywistością i to nie tylko w duchowym wymiarze. Bałem się ,że może ten mit postaci jaki sobie wytworzyłem pęknie w rzeczywistości a tu wręcz okazało się odwrotnie . Tak w skrócie " Facet który można góry przenosic " Zreszta zaraz skojarzyl mi sie ten cytat z Marka 11.23 23 Zaprawdę, powiadam wam: Kto powie tej górze: "Podnieś się i rzuć się w morze", a nie wątpi w duszy, lecz wierzy, że spełni się to, co mówi, tak mu się stanie . Jezeli ktos chciałby udać się na spotkanie z Arturem podam wkrótce namiary oraz strone internetową na live streaming. Artur wraz z grupą ludzi buduje nowy kosciół w Kielcach  A jezeli chcecie obejrzec film o jego życiu to tutaj http://youtu.be/fjts-0PL1Rc


poniedziałek, 1 grudnia 2014

Jaka Jest Nasza Znajomośc Bibili ?



Niestety wiekszość ludzi ma podobne pojęcie jak Ferdek na załaczonym video . Polecam ciekawy artykuł   z Faktu
Wiosną tego roku dwoje młodych świdniczan udało się na ulice swojego miasta,
by zadać przechodniom kilka pytań na temat Biblii i zorientować się, ile o niej wiedzą.
Tomek i Karolina Majewscy zapytali zaledwie kilka przypadkowo wybranych dorosłych
osób. Ich odpowiedzi — gdyby przyjąć, że reszta naszego społeczeństwa prezentuje poziom podobny — dowodzą, że polska religijność ma charakter jedynie pielgrzymkowo-odświętny z niemal zerową znajomością fundamentu chrześcijaństwa, jakim jest Pismo Święte.
Para młodych świdniczan zadała następujące pytania: Co to jest Biblia? Kto ją napisał? Czy jest jakaś różnica między Pismem Świętym a Biblią? Ile Testamentów składa się na Biblię? Czy Adam i Ewa mieli dzieci? Ile osób weszło do arki Noego? Ilu synów miał Abraham? Kto przeszedł przez Morze Czerwone? Dlaczego Mojżesz wyprowadził Izraela z niewoli egipskiej? Ile osób nakarmił Jezus dwiema rybami i pięcioma chlebami? Czy umiesz wymienić kilku uczniów Jezusa? Jak miał na imię uczeń, który Go zdradził?
Tylko dla dwojga zapytanych Biblia to — jak jest naprawdę — zbiór ksiąg Starego i Nowego Testamentu. Dla pozostałych to: „sakrament święty”, „zapis praw podany na górze jeszcze przed Chrystusem” czy — tak bardziej filozoficznie — „chrześcijańska zasada, którą wpoili nam nasi praprzodkowie”. Jedna z osób powiedziała wprost, że nie ma pojęcia, czym jest Biblia.
Autorami Biblii według pytanych byli: „święci Paweł i Piotr”, „apostołowie albo coś tam” (sic!), „święci Kościoła”. Dla jednego z mężczyzn Biblię napisał ktoś na pewno „świętej pamięci”, ale nie pamiętał dokładnie kto, za to wiedział, że „z Asyżu”. Jedna osoba stwierdziła z pewną dozą niepewności, że dokładnie nie wiadomo, kto napisał Biblię, „bo to opowieści zbierane przez pokolenia i potem spisane przez kogoś natchnionego, chyba”. I tu była niedaleka od prawdy, bo faktycznie, jak napisał apostoł Piotr, „przede wszystkim to wiedzcie, że wszelkie proroctwo Pisma nie podlega dowolnemu wykładowi. Albowiem proroctwo nie przychodziło nigdy z woli ludzkiej, lecz wypowiadali je ludzie Boży, natchnieni Duchem Świętym”1.
Tylko dla dwóch zapytanych osób Biblia i Pismo Święte to jedno i to samo. Dla innych jest między nimi różnica, tylko nie bardzo wiadomo jak duża. Ktoś odpowiedział: „niewielka, ale podejrzewam, że zasadnicza” (to prawie jak słynne plusy dodatnie i plusy ujemne). Inna osoba stwierdziła, że różnica „jest dosyć duża, ale obie księgi niosą te same prawdy wiary”. Pewna starsza kobieta odpowiedziała, że w porównaniu do Biblii „Pismo Święte jest trochę inaczej napisane. Tam są te Mateusze, nie-Mateusze, te wszystkie nie... A Biblia to więcej taka dziecinna jest”. Dla jednej z osób podstawowa różnica jest taka, że „Pismo Święte czyta się w kościele, a Biblię w domu”.
Stosunkowo łatwe było pytanie o to, z ilu Testamentów składa się Biblia. Tu odpowiadano prawidłowo, że z dwóch — Starego i Nowego. Ale trafiła się też odpowiedź, że „przykazań to [było] dwanaście, ale Testamentów to [jest] jeden”.
Co do dzieci Adama i Ewy, pytani mieli pewność, że nasi pierwsi rodzicie je mieli, ale ile — to już był problem. „Dwoje”, „Kaina i Abla”. Ktoś miał absolutną pewność, że „mieli córkę”. A prawda jest taka, że według Księgi Rodzaju Adam i Ewa mieli Kaina i Abla, a potem po śmierci Abla narodził im się na jego miejsce Set, po którym Adam żył jeszcze 800 lat, płodząc „synów i córki”2.
Tylko jedna osoba była bliska prawidłowej odpowiedzi na pytanie o liczbę osób, które weszły z Noem do arki przed potopem. Odpowiedziała, że „tylko jego rodzina”, choć nie wiedziała, ile to było osób. Rozpiętość pozostałych propozycji była dość znaczna — od „około dziesięciu”, przez „piętnaście do trzydziestu”, „czterdzieści”, aż do „dużo, prawie wszyscy”. Według jednej z zapytanych osób do arki weszli nawet Adam i Ewa. Faktycznie do arki poza zwierzętami weszła tylko rodzina Noego, czyli osiem osób — Noe z żoną i jego trzej synowie z żonami.
Pamięć do biblijnych liczb była słabą stroną odpowiadających. Abraham miał według nich synów: „dużo”, „dwunastu”, „sześciu”, „czterech”.
W końcu padła oczekiwana odpowiedź, że „dwóch”, bo chodziło o tych najbardziej znanych, czyli Izaaka i Ismaela, choć warto tu dodać, że Abraham miał później jeszcze sześciu synów z drugiej żony Ketury i kolejnych z nałożnic.
Przejście przez Morze Czerwone jednej z osób chyba pomyliło się z potopem, bo odpowiedziała, że to Noe tego dokonał! Inni nie pamiętali. I znów tylko jedna osoba powiedziała zgodnie z prawdą, że dokonał tego „Mojżesz z uciekinierami z Egiptu”.
Na pytanie, dlaczego Mojżesz wyprowadził Izraela z niewoli egipskiej, odpowiadano: „bo Bóg mu kazał”, „bo się długo modlili i tego pragnęli”, „bo byli w niewoli”. I, jak to zapewne w niewoli, „mieli kiepskie zarobki i warunki socjalne, brak ubezpieczeń” (tu wyjście z Egiptu jawi się jako zwykła ówczesna emigracja zarobkowa). Dwie odpowiedzi były kompletnie niezrozumiałe. Izrael miał opuścić Egipt, bo „były niesnaski między Izraelem a Rzymem” i „gnębiono chrześcijan”. Odpowiedź prawidłowa jest taka, że naród izraelski faktycznie cierpiał w niewoli egipskiej i Bóg nakazał Mojżeszowi go wyprowadzić do Ziemi Obiecanej.
Nieco lepiej było z pytaniami z zakresu Nowego Testamentu.
Odpowiadający pamiętali, że Jezus nakarmił dwiema rybami i pięcioma chlebami „dużo” ludzi — może „pięćset”, „trzy do czterech tysięcy”, „kilka wsi”. W każdym razie „bardzo dużo, a jeszcze siedem koszów [okruchów] nazbierali”. Jedna z osób pamiętała z tej historii tylko tyle, że Jezus „coś rozmnożył”, a inna, że nakarmił dwunastu apostołów. Natomiast według sprawozdania ewangelisty Mateusza Jezus nakarmił wtedy pięć tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci, a z okruszyn zebrano jeszcze dwanaście koszy3.
Z podaniem imion kilku uczniów Jezusa pytani raczej kłopotu nie mieli. Zgodnie z prawdą wymieniali: Judasza, Mateusza, Jana, Piotra, Jakuba. Poza tymi do uczniów Jezusa zaliczyli jednak również Pawła (który faktycznie został apostołem, ale dopiero jakiś czas po zmartwychwstaniu Jezusa, a wcześniej był wrogiem wyznawców Chrystusa) oraz Marka i Łukasza (którzy byli autorami dwóch Ewangelii, ale nie byli apostołami chodzącymi z Jezusem) i uwaga! — św. Józefa. Według ewangelisty Mateusza poza wyżej wymienionymi do grona apostołów — najbliższych uczniów Jezusa — można jeszcze doliczyć: Andrzeja, Jakuba Zebedeuszowego, Filipa, Bartłomieja, Tomasza, Tadeusza i Szymona Kananejczyka4.
Większość pytanych bez problemu wskazała też ucznia, który zdradził Jezusa — Judasza. Niektóre osoby widziały jednak zdrajcę czy to w Piotrze, czy w Łazarzu, czy... Piłacie (sic!).
Całość tej minisondy ulicznej można obejrzeć w internecie: http://odkrycia.
org/jak-duzo-wiedza-polacy-na-temat-biblii,0,172.html.
Jedno jest pewne, niezależnie od tego, jak wysoko oceniamy pobożność nas jako narodu, potrzeba nam nie tyle więcej pielgrzymek, procesji, relikwii i uroczystych meganabożeństw ku czci kolejnych świętych, co raczej powrotu do źródła chrześcijańskiej wiary — Biblii. Bowiem „wiara (...) jest ze słuchania, a słuchanie przez Słowo Chrystusowe”5, czyli Słowo Boże, czyli Pismo Święte. Potrzeba nam ponownej ewangelizacji, bo nic nie wiemy. Obrażamy się na profanowanie Biblii przez niewierzących, a sami, choć „wierzący”, omijamy ją wielkim łukiem. Zastanawia mnie, które z tych zachowań bardziej obraża Boga, pierwotnego autora Biblii.
Cała nadzieja w tym, że był to sondaż całkowicie amatorski, a jego wyniki nie są reprezentatywne. W przeciwnym razie na uważającym się za najbardziej religijny naród Europy spełnią się słowa Jezusa Chrystusa: „Błądzicie, nie znając Pism ani mocy Bożej”6.   
Andrzej Siciński

środa, 23 lipca 2014

Camp Fugi

Taka krótka relacja na żywo z obozu na którym jestem  "wychowawcą" , tutaj wyrazy szacunku dla wszystkich nauczycieli i ludzi którzy pracuja z trudna młodziezą .Napisze pożniej o tym co tu się dzieje bo jest to niesamowite przeżycie. Ciesze się , że tu jestem i mogę pomagać.  Na filmie widać jak moja grupa udaje się na wypad na basen, jeszcze noc wczesniej była sytuacja podbramkowa ale dzieki Bogu jakos przezylismy. Naprawde nie było łatwo


środa, 16 lipca 2014

Czy można rozmawiac z kims bliskim nie zamieniajac ze sobą słowa ?


Zaczołem czytac Norwida , slucham Misty Edwards  szczegolnie The Harlod  trafia szczegolnie ,jeżeli tak to można ująć, wspaniała muzyka  , inspirowana Duchem Swietym ,   link tutaj  ale ten wiersz Wisławy Szymborskiej pod tytułem " Rozmowa z kamieniem" najlepiej pasuje jak czulem sie przez ostatnie dni , miesiace 

Pukam do drzwi kamienia. 

- To ja, wpuść mnie. 
Chce wejść do twego wnętrza, 
rozejrzeć się dokoła, 
nabrać ciebie jak tchu. 

- Odejdź - mówi kamień. - 
Jestem szczelnie zamknięty. 
Nawet rozbite na części 
będziemy szczelnie zamknięte. 
Nawet starte na piasek 
nie wpuścimy nikogo. 

Pukam do drzwi kamienia. 
- To ja, wpuść mnie. 
Przychodzę z ciekawości czystej. 
Zycie jest dla niej jedyna okazja. 
Zamierzam przejsc się po twoim pałacu, 
a potem jeszcze zwiedzić liść i krople wody. 
Niewiele czasu na to wszystko mam. 
Moja śmiertelność powinna Cię wzruszyć. 

- Jestem z kamienia - mówi kamień - 
i z konieczności musze zachować powagę. 
Odejdź stad. 
Nie mam mięśni śmiechu. 

Pukam do drzwi kamienia. 
- To ja, wpuść mnie. 
Słyszałam ze są w tobie wielkie puste sale, 
nie oglądane, piękne nadaremnie, 
głuche, bez echa czyichkolwiek kroków. 
Przyznaj, ze sam niedużo o tym wiesz. 

- Wielkie i puste sale - mówi kamień - 
ale w nich miejsca nie ma. 
Piękne, być może, ale poza gustem 
twoich ubogich zmysłów. 
Możesz mnie poznać, nie zaznasz mnie nigdy. 
Cala powierzchnia zwracam się ku tobie, 
a całym wnętrzem leże odwrócony. 

Pukam do drzwi kamienia. 
- To ja, wpuść mnie. 
Nie szukam w tobie przytułku na wieczność 
Nie jestem nieszczęśliwa. 
Nie jestem bezdomna. 
Moj świat jest wart powrotu. 
Wejdę i wyjdę z pustymi rekami. 
A na dowód, ze byłam prawdziwie obecna, 
nie przedstawię niczego prócz slow, 
którym nikt nie da wiary. 

- Nie wejdziesz - mówi kamień. - 
Brak ci zmysłu udziału. 
Nawet wzrok wyostrzony aż do wszechwidzenia 
nie przyda ci się na nic bez zmysłu udziału. 
Nie wejdziesz, masz zaledwie zamysł tego zmysłu, 
ledwie jego zawiązek, wyobraźnie. 

Pukam do drzwi kamienia. 
- To ja, wpuść mnie. 
Nie mogę czekać dwóch tysięcy wieków 
na wejście pod twój dach. 

- Jeżeli mi nie wierzysz - mówi kamień - 
zwróć się do liścia, powie to, co ja. 
Do kropli wody, powie to, co liść. 
Na koniec spytaj włosa z własnej głowy. 
śmiech mnie rozpiera, śmiech, olbrzymi śmiech, 
którym śmiać się nie umiem. 

Pukam do drzwi kamienia. 
- To ja, wpuść mnie. 

- Nie mam drzwi - mówi kamień.

czwartek, 10 lipca 2014

„Byłem w więzieniu, a odwiedziliście Mnie” (Mt 25, 36).

Jezeli ktos wpadnie na moj blog tak powiedzmy przed 25 Lipca , to prosze Was napiszcie karte do pewnej osoby konkretnie Freda , ktorego udalo mi sie sprowadzic z powrotem do Pana . Potrzebuje pomocy i to bardzo , czuje to z tonu jego listow i troche z doswiadczenia. Presja psychiczna jest ogromna , przychodzi z zewntarz i wewntarz. Strach aby nie popelnic bledu i nie zrobic nic zlego aby nie dostac tzw " kwita " co spowoduje przedluzenie wyroku jest ogromna. Do tego dochodza zazdrosni " koledzy " ktorzy z zazdrosci moga wyrzadzic wiele krzywdy . Nie wiedzie tez ,ze sluzba wiezienna jest takze bezlitosna i nieraz robi zlosliwe zart i komentarze , zabawiajac sie ludzkimi uczuciami . Jest to naprawde zalosne i godne potepienia , niestety nie mozna sie nikomu poskarzyc. Do tego dochodzi niepwnosc co czeka za murami , czy bedzie ktos bliski czekal , czy wokole ktos bedzie czekal , wiadomo ,zadna praca juz nie czeka a czasami nawet nie ma miejsca i srodkow do zycia. Moze powiedzie 11 miesiecy , to przeciez nie duzo. Prawda jest taka ,ze 11 miesiecy w amerykanskim areszcie to jak 2 lata wiezienia.. Mozecie tez zapytac za co siedzi Fred . Nie wiem , nie pytalem : przede wszystkim zawsze trzeba widziec calego czlowieka z jego godnoscia, a nie jedynie jego przestepstwo. To jest jego adres FREDERICK HEDEEN # 134829 1170 MICHIGAN AVE PORT HURON MI 48060 Wystarczy pare slow ,zeby mial ufnosc w Bogu , cokolwiek , moze byc nawet po polsku , sa straznicy ktorzy przetlumacza . Jedna prosba nie uzywajcie naklejek ze zwrotym adresem , ani nic nie wsadzajcie do koperty . Z gory dziekuje

niedziela, 22 czerwca 2014

Pierwsza produkcja muzyczna

Podzielę się z Wami produkcją w którym uczestniczyłem , mam nadzieje ,że wyszło dobrze. Nawet nie wiecie ile godzin i pracy kosztowało takie nagranie ale ku chwale Pana jest warto. Czuje sie satysfakcje i wszystko dzieje się z jakieś przyczyny. Dodam jeszcze ,ze na skrzypcach grał moj przyjaciel Samuel Chojnacki

czwartek, 19 czerwca 2014

Jeśli się otworzę, łatwo będzie mnie zranić

Ludzie rzadko się otwierają, mimo że nie czują się z tym dobrze. Zastanówmy się, co takiego stoi na przeszkodzie w zaufaniu.                                                      Dlaczego nie potrafimy zaufać, co przez to tracimy, a co   zyskujemy?


"Jeśli się otworzę, łatwo będzie mnie zranić". Trudno się zatem dziwić, że wielu z nas na samą myśl o tym woli wycofać się i ukryć za "grubym murem". Bo tylko tam czują się bezpieczni. Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, żeizolacja oznacza również doświadczenie samotności. W takim stanie nie przyjmuje się już niczego z zewnątrz, również niczego pozytywnego! Boleśnie odczuwa się wtedy brak jakichkolwiek przyjemności. Zaczynają się narzekania na "zły świat", który nie oferuje niczego przyjemnego. A stąd już tylko jeden krok do depresji. To prawdziwa ślepa uliczka. Często spotykam się ze stwierdzeniem: "Bardzo chciałbym/chciałabym przeżyć coś pięknego, ale nie chcę lub też nie potrafię się otworzyć, bo łatwo byłoby mnie wtedy zranić!" Przypomina mi to zdanie: "Umyj mnie, ale mnie nie zmocz!"

Bez otwarcia na ludzi nie możecie otrzymać niczego, dotyczy to również zaufania


Ludzie rzadko się otwierają, mimo że nie czują się z tym dobrze. Jest to jednak uczucie, z którym są już przynajmniej zaznajomieni, stąd też dość łatwo przychodzi im przypisać potem całą winę za nie swemu otoczeniu. Bo przecież - gdyby mogli być pewni, że inni ludzie ich nie zranią, mogliby się otworzyć! A ponieważ nie są w stanie nic na to poradzić, umacniają się tylko w swym przekonaniu i wysuwają zarzuty wobec innych. Z pewnością nie jest to droga, która pomoże osiągnąć komuś radość życia. Chodzi więc o strach przed tym, by nie być zranionym, gdy otworzymy się pełni zaufania. Muszę omówić tu teraz zagadnienie, które stanowi dla mnie podstawę stosunków międzyludzkich: zależność własnych odczuć od zachowania innych ludzi. Przyjrzyjmy się temu nieco bliżej.

Posłużę się moimi doświadczeniami, zebranymi w klinice psychosomatycznej podczas terapii grupowej pacjentów, poświęconej tematowi "zaufanie". Wtedy też dała się zauważyć szczególna trudność tej sytuacji - z jednej strony wszyscy mocno życzyli sobie, aby ich problemy znalazły zrozumienie u innych ludzi. Z drugiej strony istniały obawy, że relacjonowanie swych osobistych problemów i związane z tym "otwarcie się" wobec innych zwiększy prawdopodobieństwo zranienia opowiadających. Często przytaczano przykład złamania "obietnicy milczenia", zgodnie z którą nie wolno było mówić o problemach grupy poza nią, co było odbierane jako nadużycie zaufania. W jaki sposób należało więc rozwiązać cały ten problem? Istniała przecież przemożna potrzeba bycia zrozumianym przez drugich, czyli potrzeba otrzymywania czegoś!

Moje obserwacje poszły w dwóch kierunkach: To prawda, że niektórzy lubią sobie czasami poplotkować. Prawdą jest również, że złamanie obietnicy milczenia przez członków grupy jest poważnym złamaniem zasady i że nie jest to w porządku. Jeśli można byłoby dotrzeć do tej osoby, to, również w trosce o jej własne dobro, należało jej uświadomić, że takie zachowanie jest nie do przyjęcia i że nie można nadal postępować w ten sposób. Jeśli zrobimy to w odpowiedni - rzeczowy i jasny (a nie niezgrabny i agresywny) - sposób, to nie będziemy długo czekać na rezultat naszych działań. Wtedy pozostali członkowie grupy będą mieć mniejsze problemy z otwarciem się na otoczenie.

Szczerze mówiąc, bardzo trudno jest jednak znaleźć ów "przeciek". Co wtedy? Odważyłem się więc zapytać wprost: "Jaką ponosicie stratę (która napawa Was lękiem), jeśli pan Kowalski i pani Nowak, siedząc na ławce w parku, porozmawiają sobie o Waszych małżeńskich problemach?" Słyszałem wtedy oburzone głosy: "To nie ich sprawa!" Jasne, że nic ich to nie obchodzi i złamanie obietnicy milczenia jest absolutnie nie w porządku. Ale to nie jest jeszcze odpowiedź na moje pytanie! Zapytałem ponownie: "Nawet jeśli nie jest to ich sprawa i nie jest w porządku, że o tym rozmawiają, na czym, konkretnie, polegać będzie Wasza strata?" Po dłuższej chwili najczęściej docierała do mnie następująca odpowiedź: "W zasadzie (konkretnie) na niczym".

Skutek tej odpowiedzi przechodził najśmielsze oczekiwania. Członkowie grupy chętniej się otwierali i opowiadali o swoich zmartwieniach. W zamian otrzymywali zrozumienie, pocieszenie i nowe spostrzeżenia kolegów, a one pomagały im dotrzeć do rozwiązania swych problemów. To był taki "przedsmak zaufania". I tu, nie będąc już dla nikogo zaskoczeniem, zadziałała zasada rezonansu.

Zastanówmy się, co się wydarzyło. Okazało się, że niestosowne zachowanie innych ludzi może mieć na nas i na nasze emocje o wiele mniejszy wpływ i mniejsze znaczenie, niż nam się początkowo wydawało. W życiu ciągle spotykamy się przecież z zachowaniem i wypowiedziami innych ludzi, które wcale nie są po naszej myśli. Taka jest rzeczywistość. Czy musimy jednak z tego powodu być wiecznie niezadowoleni i dostosowywać nasze zachowanie do takiej a nie innej sytuacji? Jeśli tak, to godzimy się równocześnie na to, żeby wszystkie te niepomyślne dla nas wydarzenia zupełnie nas zdominowały! (Dotyczy to, rzecz jasna, tylko ludzi dorosłych. Nie chcę przez to umniejszać ani kwestionować duchowej przemocy dorosłych nad dziećmi).

Zachowanie i słowa innych ludzi mają na Was tylko taki wpływ, na jaki sami im pozwolicie. Są to klucze, które otwierają drzwi tylko wtedy, kiedy podstawicie pasujące zamki. Jeśli ktoś podsunie Wam do nałożenia cudzy but, będziecie się dziwić (i zarzucać innym), że but Was uwiera i na Was nie pasuje. Jeśli ktoś zarzuci Wam coś niesłusznego, możecie odpowiedzieć: "To mnie nie dotyczy, nie jestem taki" - zamykając tym samym całą sprawę. (Chyba że boicie się, iż osoba, która to powiedziała, odwróci się od Was, przestanie Was rozumieć i poniesiecie stratę).

Możecie również dojść do wniosku, że ten ktoś ma rację, a przez swoją uwagę poruszył Wasze własne bolesne odczucia. Są to jednak Wasze własne emocje, za które tylko Wy jesteście odpowiedzialni. Istnieje również możliwość, że "powstaną" w Was uczucia, które od dawna już nosicie w sobie. Możecie jednak zrzucić z siebie odpowiedzialność za taki stan rzeczy, obarczając nim kogoś innego, kto np. powiedział coś, co Wam o tym przypomniało. To również Wasza własna decyzja. Jakże często obciążamy naszych bliźnich decyzjami, które tak naprawdę podejmujemy zupełnie samodzielnie!

Pojawiające się emocje mogą być dla Was również wskazówkami prowadzącymi do zrealizowania przez Was pewnych zadań, po których poczujecie się znacznie lepiej. Wtedy można by nawet zaryzykować stwierdzenie, że takie a nie inne zachowanie otoczenia było dla Was nawet pewnego rodzaju pomocą!

Członkowie grupy terapeutycznej nauczyli się inaczej spoglądać na fakt, że ktoś sobie za dużo na ich temat poplotkował i że, jak to często w takich sytuacjach bywa, dodał jeszcze to i owo od siebie. Udawało się to nawet w sytuacji, gdy plotki przekraczały już pewne ramy przyzwoitości. Pamiętajmy o zasadzie podstawowej: aby coś mogło zaistnieć między jednym a drugim człowiekiem, konieczne są dwa kroki: dawanie i branie. Dopiero wtedy możemy mówić o "transakcji". Jeśli nie zdecydujecie się, żeby wziąć, to to się po prostu nie stanie! Chyba, że ktoś będzie w stanie "wstrzyknąć" Wam z zewnątrz odpowiednie emocje.

Opowiadam Wam o tym tak szczegółowo po to, żebyście stopniowo nabierali coraz więcej odwagi i próbowali się otworzyć. Chodzi o otrzymanie zaufania. Bez otwarcia się na innych jest to bardzo trudne, a tak naprawdę - niemożliwe. Kiedy uświadomicie sobie, że nie musicie się niczego bać i że w rzeczywistości nic nie tracicie, otwierając się na drugich, nawet jeśli nie zawsze zachowują się oni fair, z pewnością będziecie czynić to częściej! Osiągniecie wtedy większą niezależność, a w końcu prawdziwą wolność. Z tym związana jest również redukcja Waszych lęków. Zastanówmy się raz jeszcze nad tym, co takiego stoi na przeszkodzie zaufaniu. Tego typu pytania w wielu wypadkach doprowadziły do zdobycia większej jasności, a także do bardzo ciekawych wniosków. Mogą znaleźć zastosowanie również w wielu innych sytuacjach, szczególnie wtedy, kiedy sami nie wiecie, dlaczego decydujecie się na zrobienie tej a niezrobienie innej rzeczy.

Zadajmy więc sobie pytanie: Dlaczego nie macie zaufania? Jeśli trudno jest Wam znaleźć na nie odpowiedź, zapytajcie inaczej: Co zyskujecie na tym, że nie macie zaufania?

No właśnie: musicie spodziewać się jakiegoś zysku bądź profitu - gdyby tak nie było, nie brakowałoby Wam przecież zaufania. Ludzie często niechętnie reagowali na te pytania i w zasadzie trudno się było temu dziwić. Ktoś zachowuje się w pewien określony sposób, sam się z tym męczy, a tu na dodatek pyta się go jeszcze, jaki ma z tego zysk! Można to uznać po prostu za bezczelność. Nie zmienię jednak mojego stanowiska w tej sprawie. Człowiek nie posiadający zaufania, narzekający na wszystko i całkowicie bezbronny (przynajmniej takie robi wrażenie) zyskuje już chociażby tyle, że drudzy okazują mu więcej uwagi. Otrzymuje więc upragnione uznanie, zgadzając się jednak (podświadomie) na to, że ciążyć mu będą te wieczne skargi i one to właśnie będą ponownym powodem do ... narzekań.

Brak zaufania może mieć poza tym na przykład taki plus, że nie musimy otwierać się na drugich. Zwłaszcza w sytuacjach, kiedy przykłada się zbyt dużą wagę do zachowania innych i jest się w związku z tym bardziej niż zwykle narażonym na zranienie. Najpewniej i najbezpieczniej można czuć się wtedy tylko we własnym zamku o grubych murach - można sobie tam urządzić przytulne schronienie.

Nie okazując zaufania, nie będziecie również przeżywać rozczarowań. Szczególnie ważne jest to wtedy, gdy nie radzicie sobie z rozczarowaniami i traktujecie je jak prawdziwą katastrofę. Staracie się więc z góry ich unikać, lecz postępując w ten sposób unikacie również rozwiązania związanych z nimi problemów. Zachowując się w ten sposób, pozbawiacie się wszelkiej odpowiedzialności za kształtowanie własnego życia i własnych emocji (któż z nas lubi brać na siebie odpowiedzialność?). W razie czego zawsze macie pod ręką kilka zgrabnych wymówek i możliwość przesunięcia winy na kogoś innego. Jest oczywiste, że uwolnienie się od odpowiedzialności sprawi, iż Wasza sytuacja praktycznie nie ulegnie zmianie, ale tego się nie dostrzega.

Istnieje jednak jeszcze odwrotne pytanie, na które również możemy doczekać się bardzo interesujących odpowiedzi. Co możecie stracić, obdarzając kogoś zaufaniem? Czy "obdarzanie zaufaniem" jest niebezpieczne? Podczas mojej wieloletniej współpracy z ludźmi odniosłem wrażenie, że wielu z nich uważa zaufanie za coś niebezpiecznego. Tak bardzo się tego boją, że wolą iść przez życie, żywiąc nieufność i sceptycyzm. Jeśli wiecie coś na temat zasady rezonansu i wpływu myśli na zachowanie człowieka, bez trudu możecie sobie wyobrazić, jak może wyglądać życie takich osób.

To prawda, zawsze istnieje niebezpieczeństwo, czy też możliwość, że inni ludzie potraktują Wasze otwarcie się na drugich bez zachowania dostatecznej ostrożności. Może się zdarzyć, że inni ludzie zareagują w nieodpowiedni sposób. A to z kolei może być bardzo bolesne. Jest to z pewnością bardzo przykre doświadczenie. Czuć się urażonym - to na pewno nie jest przyjemne uczucie, przeciwnie: może bardzo zaboleć. Ale czy jest ono niebezpieczne? A może warto przyjrzeć się bliżej mechanizmowi powstawania tych urazów, aby w przyszłości skutecznie im przeciwdziałać? Z pewnością dojdziecie wtedy do przekonania, że sami możecie zdecydować o tym, czy słowa innych Was zabolały - czy też wcale nie. A jeśli osiągniecie ten stan, poczujecie się trochę bardziej niezależni i wolni - i wyzwoleni również od lęków!


Bolesne doświadczenie kryje w sobie pomoc i szansę w kształtowaniu Waszego przyszłego życia. Sami widzicie, jak "niebezpieczeństwo" zaufania powoli samo rozsypuje się w kawałki. Nasuwa się wniosek: jeśli zaufacie życiu, życie zaufa Wam. To warunek rozwiązania Waszych życiowych problemów. Prawda, że ufając, często narażacie się na przykre doświadczenia. Ufacie jednak, że będziecie w stanie odpowiednio je wykorzystać w przyszłości. Zaufanie jest konstruktywną energią, którą możecie wysyłać w świat. Reakcją na to jest możliwość pozytywnych przekazów zwrotnych, skierowanych na Wasze życie. Dostrzegam różnorodne życiowe problemy. Wykorzystuję moją wrażliwość po to, aby uzyskać jasny ogląd rzeczywistości, bez patrzenia przez "różowe okulary". Pomaga mi to widzieć rzeczy w całej ich wyrazistości.

Więcej w książce: Nie bój się jutra - Jens Baum

piątek, 6 czerwca 2014

Jakie więc jest imię naszego Zbawiciela?

Grecki - Ἰησοῦς w chwili obecnej prawidłowo wymawia się = Isus. W ten sposób wymawiają imię Zbawiciela - Grecy, Rosjanie, Ukraińcy, Serbowie czy inne odłamy ortodoksyjnego Kościoła Wschodniego. Owe kościoły nigdy nie uznały Rzymu i papiestwa. Czy jedynie Septuaginta była przyczyną, czy także kwestia imienia - Isus? Co jest warte wzmianki - te właśnie narody były oraz są nadal prześladowane zaciekle przez świat szatana. Wiecej informacji pod tym linkiem
Imie Zbawiciela

niedziela, 1 czerwca 2014

Nowe Życie czyli Boska Interwencja

Dokladnie rok temu Bog już naprawde " miałem dośc " mojego zakutego łba . Probował tyle razy , dawał szanse , wyciagał z opresji , obdarzył dwoma córkami dal szanse na nowe osobiste zycie , dal business , zdrowie a ja dalej swoje. No to w koncu zadzialal tak jak powinien zrobic z idtiota , matolem , baranem itp. Jednak w przeciwienstwie do innych ludzi do przebaczyl i wyciagnol reke. Mial swoj plan i Chwala mu za to. CDN


czwartek, 15 maja 2014

Strzezcie się Fałszywych Proroków.

Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z ciernia albo z ostu figi? Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców. Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone. A więc: poznacie ich po ich owocach. (Mt 7:15-20)

 

O fałszywych prorokach nasz Pan powiedział: “Poznacie ich po ich owocach.” Właśnie po owocach możemy poznać fałszywych proroków. Jakie więc owoce wyjawiają fałszywych proroków? Nasz Pan zapytał: “Czy zbiera się winogrona z ciernia?” Podobnie jak ciernie nie mogą wydawać dobrych owoców, tak pastorzy, którzy nie zostali zbawieni od grzechów i wciąż pozostają grzesznikami, nie mogą pozwolić ludziom narodzić się ponownie. Oni rodzą tylko grzesznych chrześcijan, podczas gdy narodzeni ponownie słudzy Boga rodzą i żywią bezgrzesznych świętych. Jeśli pastor nie może uczynić grzeszników bezgrzesznymi świętymi za pomocą ewangelii wody i Ducha, to on jest fałszywym prorokiem. Pan powiedział, że drzewo poznaje się po jego owocach, dlatego jeśli owoce wiary człowieka są dalekie od owoców ludzi sprawiedliwych, którzy otrzymali przebaczenie grzechów, to możemy poznać, że on jest kłamcą i fałszywym prorokiem. . Dlatego Biblia uprzedza nas, abyśmy nie wierzyli takim kłamcom, mówiąc: “Ci fałszywi apostołowie to podstępni działacze, udający apostołów Chrystusa. I nic dziwnego. Sam bowiem szatan podaje się za anioła światłości” (II List św. Pawła do Koryntian 11:13-14).

niedziela, 27 kwietnia 2014

Ty też możesz być Świętym.





Co nas wszystkich łączy?. Otóż według Biblii  jesteśmy Świętymi  1 Koryntian 1:2. Mówiąc językiem biblijnym, „święci” są ciałem Chrystusa, chrześcijanami, kościołem. Wszyscy chrześcijanie są postrzegani jako święci. Wszyscy chrześcijanie są świętymi i są również tymi, którzy są powołani, aby być świętymi. 1 Koryntian 1:2 określa to w jasny sposób: „Do Kościoła Bożego w Koryncie, do tych, którzy zostali uświęceni w Jezusie Chrystusie i powołani do świętości…”. Słowa „poświęcony” i „święty” pochodzą z tego samego greckiego rdzenia co słowo powszechnie tłumaczone jako „święci”. Chrześcijanie są święci ze względu na swoją relację z Jezusem Chrystusem. Chrześcijanie są powołani do bycia świętymi, aby ich codzienne życie coraz bardziej dopasowywało się do pozycji, którą mają w Chrystusie. To jest biblijny opis i powołanie świętych. W Biblii, każdy kto przyjął Chrystusa przez wiarę jest świętym. W Biblii święci są powołani, aby czcić i wielbić tylko Boga i modlić się tylko i wyłącznie do Niego.




czwartek, 17 kwietnia 2014

Wiosno Ach To Ty



Dlaczego spotykam się z braćmi i siostrami w wierze? Głęboko wierzymy, że On jest obecny, kiedy spotykamy się razem na modlitwie w Jego Imię. Jezus daje mi wspaniałą obietnicę: „Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18, 20). Chcę się z Nim spotykać w darze tej Wspólnoty, ufam, że On jest pośród nas żywy, realnie obecny, Zmartwychwstały Pan. Wierzę w obietnice Jezusa. Jeżeli jestem, pragnę być uczniem Jezusa, jeżeli On jest Moim Panem i Mistrzem to chcę Go naśladować, chcę brać z Niego przykład. A Jezus- Mój Pan żył we wspólnocie. W czasie działalności publicznej Jezus przebywał nieustannie ze swoimi apostołami, uczniami, a także, jak mówi Ewangelia z pobożnymi niewiastami, które Im usługiwały. Jezus żył we wspólnocie.